Jak to z mukowiscydozą w 2018 roku było

I znów kolejny rok za nami. Dla jednych był to pewnie rok pełen sukcesów, a dla innych porażek. Jedni podsumowują to i tamto, a inni nie! Ja należę do tych, którzy podsumować pewne rzeczy lubią. Szczególnie jeśli chodzi o kwestie związane z chorobą, a te w minionym roku do pozytywnych nie należały.

Jeszcze się porządnie kalendarzowa wiosna nie rozpoczęła, a ja byłem już po pierwszych doustnych antybiotykach. Wszystko spowodowane było “rodzinnym chorowaniem”: córka, żona i na końcu ja. Ja to ten, który zaraża się na samym końcu (kiedy inni są już zdrowi), ale choruje najdłużej.

Grypa jaka dopadła mnie na początku wiosny, swoje żniwo zbierała przez cały rok. Gorsza forma zdrowotna prześladowała mnie przez kolejne miesiące. Nawet kilkutygodniowe przyjmowanie Ibuprofenu zbytnio nie pomogło. Gorączki albo stany podgorączkowe – to była codzienność. Kulminacja problemów nastąpiła w lipcu, czego efektem były kolejne doustne antybiotyki, które pomogły tylko na chwilę.

Ostatecznie na początku października zdecydowałem się na dożylne przeleczenie, z nadzieją na lepsze efekty niż te z roku 2017. Tak się jednak nie stało! Nie ma się jednak czemu dziwić, gdyż jesienią cała rodzina co chwilę chorowała, co odbijało się także na moim zdrowiu.

Tyle w temacie miałbym do powiedzenia. Nie ma co narzekać, trzeba liczyć że ten rok będzie lepszy i bardziej pozytywny!