Święta, święta i… CHOROBA

Nic dodać nic ująć. Jak na tradycję przystało – trzeba ją pielęgnować. I tak już od 3 lat (z wyjątkiem zeszłego roku). Boże Narodzenie i końcówka roku pod znakiem „Jej” wzmożonej aktywności, bo dla „Niej” to przecież nie problem pokazać swoje rogi i to w najmniej oczekiwanym momencie.

Choć zawsze staram się być o krok z przodu to – jak się okazuje – „Ona” czasami mnie wyprzedza. Tak jak teraz! Ale do mety jeszcze daleko, a ja mam sporo czasu i samozaparcia, żeby wygrać ten wyścig. Dobrze, że to nie sprint na 100 metrów, bo na tak krótkim dystansie mógłbym tej walki nie wygrać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *