Po czterech tygodniach z Kaftrio i Kalydeco

Takiego dnia jaki dziś mam za sobą nic nie zapowiadało. Najpierw nieprzespana noc z 8 na 9 stycznia. I to dosłownie nieprzespana! Okazuje się, że bezsenność może być jednym ze skutków ubocznych brania Kaftrio.

Dokładnie taką samą nieprzespaną noc miałem tydzień temu. Wtedy, po skontaktowaniu się z lekarzem prowadzącym dostałem zielone światło na przestawienie branych leków. Tzn. Kaftrio, które brałem rano i po którym za dnia byłem bardzo senny zacząłem przyjmować wieczorem, a Kalydeco przyjmowane wieczorem, po którym odechciewało mi się spać, zacząłem brać rano. I na krótki czas ta zmiana nawet pomogła. Aż do dzisiejszej nocy. No ale cóż. Takie życie.

Z drugiej strony jedna nieprzespana noc w tygodniu, w zamian za “cuda” jakie powodują powyższe leki, to nie żaden problem. Tym bardziej, że jako osoba mająca cały czas coś ciekawego do roboty, taką nieprzespaną noc jestem w stanie dobrze zagospodarować.

Cztery tygodnie kuracji

Wychodząc na przeciw osobom, które się mnie pytają jak się czuję przyjmując ww. leki, odpowiadam poniżej. U mnie wielkich zmian nie zauważyłem, co spowodwane jest faktem, że Kaftrio i Kalydeco zacząłem przyjmować w trakcie dożylnego przeleczenia, które już na początku grudnia postawiło mnie zdrowotnie na nogi. Po rozpoczęciu kuracji nie poczułem więc tzw. “kopa”, który opisywany jest przez chorych, którzy zaczęli brać leki będąc w gorszym stanie zdrowotnym.

Zmiany, jakie u mnie zaszły odczuwam dopiero teraz, z biegiem czasu. Ogólnie czuję się fizycznie silniejszy. W ogóle nie kaszlę! Nawet po inhalacji. Odstawiłem ACC, które przyjmowałem codziennie przed każdą inhalacją, bo lek ten nie ma po prostu czego w płucach rozrzedzać, gdyż płuca nie są zaflegmione. Jak na razie nie dokuczają mi bóle stawów, podwyższona temperatura ciała, ani ogólne osłabienie. A normalnie były to dolegliwości, które pojawiały się u mnie bardzo szybko po zakończeniu przeleczenia i zwiastowały duże problemy zdrowotne.

Rowerem w las

Wracając na koniec do mojej nieprzespanej nocy. Mimo braku snu praktycznie przez cały dzień mogłem normalnie funkcjonować. Dlatego też wykorzystałem sobotnią poprawę pogody na małą przejażdżkę rowerową do lasu.

Mimo dodatkowym i nieplanowanych trzech i pół kilograma książek, jakie przy okazji wywozu swoich elektrośmieci, zabrałem z szafy punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych, nie miałem większych problemów z pokonaniem niespełna 12-kilometrowej trasy. Płuca zniosły to dobrze. Większy problem sprawiały mi nogi, które ostatnio miały mało ruchu. Widoczne na poniższej mapie wzniesienie, które musiałem pokonać, częściowo przeszedłem pieszo, gdyż mięśnie nóg odmawiały współpracy – płuca chciały jechać, nogi chciały iść. Tak poza tym było wszystko w porządku!

Zobranowanie przejechanej trasy wraz z wysokością nad poziomem morza
Zobranowanie przejechanej trasy wraz z wysokością nad poziomem morza