Walczyć trzeba do końca!

Domową antybiotykoterapię dożylną mam już za sobą – o czym pisałem w jednym z wcześniejszym postów. Za mną jest już również sierpniowa wizyta w klinice w Heidelbergu, z której do domu wróciłem – nie ma co ukrywać – niezadowolony i nieco załamany ówczesnym stanem zdrowia i wynikami spirometrii. Udało mi się wtedy „wydmuchać” 65% (wskaźnik FEV1) i był to mój najgorszy rezultat od prawie 2 lat, tj. od ostatniego przeleczenia.

Szybko jednak otrząsnąłem się z zaistniałej sytuacji i postanowiłem, że tak dalej być nie może. Pozbierałem myśli i pomyślałem, co zrobić aby powoli ustabilizować swój stan zdrowia.

Dodam też, że mój ówczesny stan zdrowia i postępująca od kilku miesięcy forma zdrowotnej, były wskazaniem do przeprowadzenia dożylnej antybiotykoterapii, co również zasugerowała mi lekarka z kliniki i dała tydzień na zastanowienie się i podjęcie decyzji. Po upływie tego czasu wysłałem do niej maila z informacją o tym, że z dożylną antybiotykoterapią możemy jeszcze poczekać. Podjęte przeze mnie w ostatnich dniach działania, postawiły mnie nieco do pionu i ustabilizowały stan zdrowia.

I o tym chciałbym nieco więcej napisać…

Podjęte działania

  • Wieczorami poświęcałem więcej czasu na rehabilitację oddechową, tak by rano wstawać w jak najlepszej formie i aby płuca były jak najmniej zaflegmione.
  • Po wieczornej inhalacji robiłem ćwiczenia gimnastyczne, dzięki którym lepiej odkasływało się zalegającą w płucach wydzielinę. Na ćwiczenia te przeznaczałem 20-30 minut.
  • Po porannej i wieczornej inhalacji z NaCl 6% płukałem gardło mieszanką wody (50 do 100 ml) z wodą utlenioną (2 do 3 łyżeczek stołowych). Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, iż woda utleniona ma m.in. działanie przeciwzapalne. Ponadto samo płukanie gardła i towarzyszące temu procesowi bulgotanie działa „pobudzająco” na zalegającą w gardle (tudzież w tchawicy) wydzielinę, dzięki czemu możliwe było jej odkasłanie.
  • Dodatkowo codziennie zażywałem krople Imupret N, w których skład wchodzą wysokiej zawartości ekstrakty roślinne (krople te stosować można m.in. w przypadku przeziębienia, stanów zapalnych itp.). W pierwszej fazie brałem je 5 razy dziennie w odstępach 4-godzinnych. Po tygodniu dawkę tę zmniejszyłem.

Podsumowanie pierwszych efektów

Już po 6 dniach takiej terapii czułem się znacznie lepiej. Podczas jednego z dni ponownie byłem w stanie wejść  na II piętro mieszkania z 10-15 kg obciążeniem (zakupy i córka). I choć nie było to jeszcze 100% mojej oczekiwanej formy, byłem zadowolony z tego co w tak krótkim czasie udało mi się osiągnąć.

Sport i ruch to jednak zdrowie

Po raz kolejny przekonałem się, że przy spadku formy sport i ruch na świeżym powietrzu mogą pomóc w powrocie do lepszego samopoczucia. Krótki opis podjętych w tej kwestii działań przedstawiam poniżej.

13 sierpnia:

  • Bieg na dystansie 2 km przy około 20-stopniowej temperaturze powietrza i słonecznej pogodzie. Dopiero pod koniec biegu udało mi się odkasłać nieco wydzieliny. Ogólne samopoczucie po bieganiu było dobre, nie odczuwałem zmęczenia, ani duszności.

15 sierpnia:

  • Spacer po zakupy w godzinach 10:00-11:00 (z wózkiem i córką), w którego trakcie czułem się bardzo dobrze. Po powrocie do domu byłem nieco słaby, ale nie była to jakaś katastrofa. Na II piętro – razem z córką i plecakiem zakupów – wszedłem z lekką zadyszką. Był to pierwszy dzień, kiedy zniknęło u mnie uczucie duszności w gardle(*).

(*) Uczucie duszności w gardle (lub też w tchawicy) towarzyszyło mi od dłuższego czasu. Mimo, iż płuca osłuchowo były czyste, to problem ze swobodnym przepływem powietrza przez tchawicę przysparzał mi sporo problemów i trudności w oddychaniu.

16 sierpnia:

  • Ten dzień rozpoczął się wcześnie, bo już o 6:30 w związku z męczącym kaszlem, musiałem wstać i zrobić poranną inhalację. Przed południem byłem w stanie wykonać lekkie prace fizyczne w ogródku (bez przemęczenia się).
  • Wieczorem postanowiłem spróbować nieco większego wysiłku: połączenie spaceru, jazdy na rowerze i biegania. Trasa tej próby – szczególnie na jej początkowym etapie – była bardzo wymagająca. Na odcinku 1 kilometra różnica poziomu wysokości wynosiła około 80 m. Pierwszy etap trasy to jazda na rowerze z córką w foteliku rowerowym (w tym czasie żona biegła obok nas). Po półtorej kilometrze zamieniliśmy się: żona przejęła rower (był to już etap znacznego nachylenie terenu), a ja stosowałem na przemian bieg ze spacerem. Jako, że nachylenie terenu było znaczne, pojawiły się u mnie problemy z oddychaniem i zmęczenie. Gdy dotarliśmy już na najwyżej położony punkt naszej „wyprawy” – około 330 m. n.p.m. – wsiadłem na rower, którym jechałem aż do około 255 m. n.p.m. Po zjechaniu w dół i krótkim odpoczynku teraz u mnie przyszła kolej na bieganie – tj. dystans 2,5 km przerywany kilkoma krótkimi spacerami. W początkowym jego etapie dokuczała mi lekka duszność i problemy ze złapaniem miarowego oddechu. Po odkasłaniu pierwszych nieznacznych ilości wydzieliny było już lepiej. Cała pokonana tego dnia trasa wyniosła 6,5 km.

17 sierpnia:

  • Był to pierwszy dzień, kiedy bezpośrednio po wstaniu z łóżka nie męczył mnie mokry kaszel. Około południa byłem w stanie przespacerować dystans 3 km.

Nagły spadek formy

Mimo podjętych, opisanych wyżej działań i pozytywnych ich efektów, po kilku dniach pogorszyło się moje samopoczucie i ogólny stan zdrowia. Z rana więcej kaszlałem i zaczęły męczyć mnie typowe objawy przeziębienia i początkowej fazy stanu zapalnego w płucach. Mimo tego, gdy czułem się lepiej podejmowałem nadal próby czynnego ruchu na świeżym powietrzu (spacer albo spacer na przemian z bieganiem). Mimo, iż zakładane dystanse były coraz krótsze, coraz bardziej męczyło mnie ich pokonywanie, a do domu wracałem totalnie zmęczony.

W ostatnich dniach sierpnia musiałem zacząć przyjmować Ibuprofen i już niedługo później byłem w stanie przejechać dziesięciokilometrową trasę rowerem bez problemów i zadyszki. Ale „zaślepianie” swoich problemów tabletkami przeciwzapalnymi nie było dobrym wyjściem z tej sytuacji. Ostatecznie – od 2 września – w związku z dalszym spadkiem formy zastosowałem antybiotyk (Ciprofloxacin 750 mg), a po kilku dniach skonsultowałem moją sytuację z lekarzem prowadzącym.

Ustaliliśmy termin przyjazdu do kliniki, aby rozpocząć dożylne przeleczenie. Z mojego punktu widzenia – mimo, iż bardzo długo się przed tym broniłem – nie było już sensu przedłużać zaistniałej sytuacji i liczyć na wielką poprawę stanu zdrowia.

Za sobą miałem i tak rekordową, w ciągu ostatnich ponad 11 lat, przerwę od jakiejkolwiek antybiotykoterapii i z tego byłem po prostu zadowolony!