Mukowiscydoza nigdy nie odpuszcza

Dopiero co pisałem o najlepszych od ponad pół roku wynikach spirometrii, a tu ni stąd, ni zowąd choroba daje znowu o sobie znać. Dwa dni po powrocie z Heidelbergu – tj. 6 tygodni po zakończeniu dożylnego przeleczenia – dopadło mnie przeziębienie, które w ciągu jednej nocy przerodziło się w problemy z zatokami i pierwsze objawy anginy.

Skąd się to przyplątało? Można by zapytać. Niestety tak to już jest, że kiedy w rodzinie kogoś coś „łapie”, to szybko przenosi się to na pozostałych domowników. Szczególnie zaś na takich, którzy od zawsze mieli problemy ze swoją odpornością.

Czym prędzej musiałem więc przedsięwziąć środki, aby zaradzić moim problemom. Do leczenia zastosowałem znane mi już sposoby, jak i kilka nowych, polecanych wcześniej przez innych chorych, które miałem teraz okazję przetestować.

Przez kolejne 10 dni moja kuracja była podporządkowana ścisłym godzinom przyjmowania poniższych specyfików:

  • Imupret N – tj. wyciąg z ziela skrzypu, krwawnika pospolitego, korzenia prawoślazu, liścia orzecha włoskiego, ziela mniszka lekarskiego i kwiatu rumianku. Zastosowałem dawkę 20-25 kropli przyjmowanych w godzinach: 9.00, 12.00, 15.00, 18.00 i 21.00.
  • Balsam kapucyński – naturalny preparat, przygotowywany z ziół i żywic, wzmacniający organizm i regulujący pracę układu pokarmowego. Dawka: 40 kropli balsamu zakraplanych na łyżkę napełnioną cukrem, przyjmowanych 3 razy dziennie, co 6 godzin.
  • Roztwór wody (50 ml) z wodą utlenioną (2 łyżeczki stołowe) – do płukania gardła po porannej i wieczornej inhalacji.

Pierwszą poprawę samopoczucia zauważyłem już po 5 dniach. Katar z nosa zszedł całkowicie, zatoki się oczyściły, gardło również. Jednak po tych kilku dniach pojawił się, znany mi już problem, „zadomowienia” się wydzieliny w tchawicy, a potem jej zejścia do płuc.

Także obecnie walczę z lekko zaflegmionymi płucami i staram się jak mogę, aby nie zrodził się z tego jakiś stan zapalny albo – co gorsza – zapalenie.

Dużym plusem jest obecnie to, że od jakiegoś czasu uczęszczam na rehabilitację oddechową, gdzie ćwiczę lub też uczy się mnie prostych, aczkolwiek skutecznych metod oczyszczania płuc. I nie chodzi mi tutaj o typową rehabilitację ze sprzętem typu Flutter czy Acapella, ale o proste ćwiczenia rozciągające i wzmacniające mięśnie klatki piersiowej, po których – m.in. wskutek lepszego dotlenienia – zalegająca w głębszych partiach płuc wydzielina odrywa się i daje się odkasłać.

Taki jest już urok mukowiscydozy, że nigdy nie wiadomo kiedy da o sobie znać. Czasami nawet w tak krótkim odstępie czasu po dożylnym przeleczeniu, pojawiają się ponownie problemy ze zdrowiem.

Nie pozostaje mi nic innego, jak iść dalej do przodu i nie dać się chorobie.